Na etapie uważnego przyglądania się sobie, zadaję moim Klientkom takie oto zadanie domowe:
„Wypisz na kartce minimum 20 swoich sukcesów w życiu i przynieś tę kartkę na naszą następną sesję.”
Mina mojej Klientki w tym momencie jest najczęściej – jak by to powiedzieć – bezcenna 😉
– Ale jak to? 20? Aż tyle?
– A skąd ja mam wziąć tyle sukcesów?
– Ale takich tylko moich?
– Spróbuję… ale nie obiecuję, że wymyślę.
Spotykamy się na kolejnej sesji. Proszę Klientkę, aby wyjęła kartkę i opowiedziała mi o zapisanych punktach. I zanim jeszcze zacznie, zwykle słyszę:
– Dorota, tylko ostrzegam… nie wiem, czy każdy z nich to w ogóle jest sukces.
– Mam tylko 14.
– Wejście na Everest to byłby sukces, a nie ta moja lista.
– Cały tydzień zajęło mi „wymęczenie” kilku punktów.
– Nie ma się za bardzo czym chwalić. Część z nich to był w ogóle przypadek.
– No… nie było łatwo.
Tak.
Dla wielu kobiet w drugiej połowie życia to wcale nie jest łatwe zadanie.
Zatrzymać się. Podsumować swoje życie. Nazwać własne sukcesy. Przyznać przed sobą, że coś naprawdę osiągnęłam. A potem jeszcze o tym opowiedzieć.
Lista sukcesów jest tylko wyzwalaczem. W dalszej pracy zaglądamy głębiej – do tego, co w tych wydarzeniach było naprawdę cenne. Bo nie chodzi o to, jak widzi to świat. Jak inni to mierzą, oceniają i porównują. Jak to wypada obok Everestu.
Bardzo często tym prawdziwym sukcesem jest:
– oswojenie własnego lęku,
– przełamanie schematu i zrobienie czegoś inaczej niż zawsze,
– konsekwencja w małych krokach,
– podjęcie ważnej decyzji odkładanej latami,
– zauważenie siebie w codziennym kołowrotku,
– odpuszczenie presji otoczenia.
Często powtarzam kobietom, z którymi pracuję, że każdy, który wszedł na szczyt lub postawił sobie za cel wejść na Everest, najpierw podjął decyzję, spakował plecak i wyszedł z domu. I to już było sukcesem. Nawet jeśli nogi nigdy nie stanęły na szczycie.
Dlatego dziś zapraszam Ciebie do stworzenia Twojej listy minimum 20 życiowych sukcesów.
Czy będzie trudno? Być może.
Czy pojawią się wątpliwości? Prawdopodobnie tak.
Czy warto? Na pewno.
Bo ta lista nie jest po to, żeby komukolwiek coś udowadniać.
Jest po to, żebyś mogła zobaczyć siebie w pełniejszym świetle.
Uświadomić sobie i docenić drogę, którą już przeszłaś. Odwagę, którą miałaś – nawet jeśli wtedy jej tak nie nazywałaś.
To ćwiczenie nie zmieni Twojego życia z dnia na dzień.
Ale może zmienić sposób, w jaki patrzysz na siebie.
A to bywa początkiem bardzo ważnych zmian.