Blog

Co Cię trzyma na granicy?

Dzielę się dziś z Wami ważnym etapem pracy jednej z moich Klientek – Oli (oczywiście za jej zgodą).

Jedną z pasji Oli jest rysowanie, malowanie, tworzenie różnych obrazów. Dodam, że na liście pasji jest także pisanie wierszy. Ola przechodząc przez swoją zmianę, dotarła do pewnej granicy. Aby z tą granicą się oswoić, lepiej ją zrozumieć i przejść, zachęciłam ją do narysowania tego, z czym się wtedy mierzyła. Ola tworzyła krok po kroku swój własny rysunek, który pomógł jej uświadomić sobie ważne elementy tej zmiany:

  • Co jest granicą i gdzie ona tak naprawdę leży?
  • Jak ją przejść?
  • Co chce zostawić, a co odpuścić?

Słowa Oli:

„Ta opowieść to tylko kawałek, taki wycinek mojej wędrówki. Wędrówki ku samej sobie. Mówi się na to proces, a dla mnie „wędrówka” to dobra metafora.

 Gdy Dorota poprosiła, bym w ramach pracy domowej, znalazła w sobie i narysowała obraz mojego bycia na granicy, po przekroczeniu której pewne rzeczy zostaną za mną (taki Rubikon Juliusza Cezara), to przed oczyma miałam taki moment przekraczania górskiej grani – w dół ku kolejnemu szczytowi.

Myślałam, jak to namalować? Może naszkicować chociaż… 

Inspiracji szukałam w Pintereście, przeglądając kolejne obrazki, a w głowie miałam jedną myśl: Co tak naprawdę mnie trzyma? Wyobrażałam sobie siebie stojącą na grani. Co fizycznie mogło by mi przeszkodzić iść dalej?

 Każdy pewnie zna to wrażenie uwięzienia, gdy przyczepi się do naszych nóg gałązka jeżyny, maliny lub ostów. Osty mi zagrały. Potem przyszedł do głowy wędrowiec, którego płaszcza uczepiły się te osty. Nie umiem rysować wędrowca… Więc czemu nie rysować ostów – to umiem, jest łatwiejsze:) Czyli osty, a tak w zasadzie jeden zupełnie wystarczy. 

 W trakcie rysowania ostu przyszedł mi do głowy pomysł, by haczyki były słowami „trzymającymi mnie” na grani. Tak powstał mój OSET. 

 Po tygodniu patrzenia na ten rysunek i świadomego zaglądania w siebie, stwierdziłam, że mnie to już nie trzyma. Stąd na rysunku pojawiło się słowo „PUSZCZAM” nad ostem. Wtedy też, choć to niezgodne z biologią ostów, słowa uniosły się jak nasionka dmuchawca i … odleciały. 

 Tak zakończyłam przejście przez moją granicę, przejście nad granią i idę dalej…

 Dziękuję Dorota.”

A jak jest u Ciebie?

Czy czujesz w swoim dojrzałym życiu dojście do pewnej granicy, którą bardzo chciałabyś przejść, ale może nie wiesz jak?

Jeśli jesteś w takim właśnie momencie, zapraszam Cię serdecznie na niezobowiązujące spotkanie ze mną. Wspólnie przyjrzymy się, o czym jest Twoja granica i jak chciałabyś się czuć już za nią?